December 10, 2014

The Big Day...


I am very happy to announce that I have completed my very first ocean swim! I finally found some time to sit down, look through the photos and organise my thoughts enough to be able to say something about the race and the whole experience….
First thing I did after I woke up was to check the weather and I could not be happier. There was no cloud in the sky and almost no wind…Pretty much perfect conditions for ocean swimming :), however I was still feeling pretty nervous and had to fight the urge to just withdraw and forget about the whole thing. After getting to the starting point we were briefed about some safety regulations and the race was about to begin…All participants were divided into six groups and each group began their swim in one minute intervals. I was in the fourth wave (the white caps) and while waiting for my turn I felt surprisingly calm…however that feeling did not last long…As soon as we began swimming it occurred to me what a complete mayhem this race was going to be…I mean, there were people EVERYWHERE and let me tell you…it was the survival of the fittest! I got hit in the head at least five times by men twice my size, who were so fixated on the race that paid zero attention to what was happening around them…Anyway, there was no time to feel sorry for myself, I had a race to swim! I swore like a trooper a few times when I had to stop after somebody cut in front of me and that seemed to help ;) After about 500m I was not sure if I was going to finish, but I quickly calmed myself down, because I know from my experience in a pool that after those initial 500m I swim much better and with every consecutive half kilometre I was feeling much more confident and stronger. The initial chaos became more bearable as there were less and less people around me. This lasted until I started catching up with the group who began their race before my group. Again, I was in the middle of welter of legs and arms. Got smacked in the head a couple of times, but I survived and just kept swimming. Then again, there was a period of a relative peace until I caught up with swimmers from the group who started as second. A bit of struggle and I finally found myself a bit of space (I know it sounds funny when talking about the ocean) and I carried on. Unfortunately my googles started to fog up and I was struggling to see where I was actually swimming. I didn't want to stop but after a while I thought it was suspiciously empty around me, I could see some swimmers with a corner of my eye, but they were quite far from me and I knew I wasn't swimming so fast that I was leading so there should be other swimmers around me. I finally decided to stop and rinse my googles and…I saw that I drifted off the main route quite a bit (there was a strong current)!!! I was still within the parameters of the route otherwise the lifeguards would notify me, but I certainly added up some distance to my swim. I quickly started swimming towards a big group of swimmers who were to my left and I felt so angry with myself that I did not stop and rinse my goggles earlier. Anyway, I caught up with them and realised we were very close to the finish line…I had no idea for how long I was happily swimming off the main course…However there was no time to wonder about that, I needed to get to that finish line! Just before the water was shallow enough so I could stand up and run to the finish gantry, I got smacked in the head again…this time at least I heard I am sorry. However I did not pay attention to it as I was concentrating on keeping my balance (many people fell down) as after swimming for almost an hour you feel a bit dizzy when you suddenly get up. I held onto stair rail and ran as quick as I could to the finish line! Oh, what a wonderful feeling that was!!!! I was overwhelmed with happiness that I actually did it! That from now on I can say: I swam across Auckland Harbour! My family was standing right by the finish line, but I in all that craziness I didn't even see them…They took very first photos of me just after finishing the race. I am sorry about their quality but they were taken with a phone by people who were jumping around with joy so they are a bit blurry…The rest of the photos was taken by Julian who was a race reporter for the day :)
It was definitely one of the best days of my life and I felt so happy that two months ago on a Sunday afternoon I decided to register for my very first ocean swim :) And let me tell you a little secret…I don't think it will be my last one… ;)

P.S. I checked updated results today and here is how I did:
        337 out of 1371 participants
        90 out of 512 female participants
        8 out 52 same age group participants

Mam ogromna przyjemnosc zakomunikowac, ze udalo mi sie ukonczyc moj pierwszy start w zawodach rozgrywanych w oceanie! W koncu znalazlam troche czasu, zeby usiasc, przejrzec zdjecia i zorganizowac moje mysli i emocje zwiazane z wyscigiem na tyle, zebym mogla przelac je na "papier".
Pierwsza rzecza jaka zrobilam po przebudzeniu w niedziele bylo sprawdzenie pogody, bo wizje ulewnych deszczow i huraganowych wiatrow spedzaly mi sen z powiek…na szczescie niedzielny poranek okazal sie byc daleki od czarnych scenariuszy pogodowych, jakie tworzylam w swojej glowie…na horyzoncie nie bylo ani jednej chmurki, a wiatr ledwie odczuwalny. Krotko mowiac warunki idealne :) Nie zmienia to faktu, ze moje zdenerwowanie siegalo zenitu i przez ulamek sekundy musialam zwalczyc w sobie pokuse, zeby po prostu sie wycofac i zapomniec o calej sprawie…Po przyjezdzie na miejsce zbiorki, zostalismy poinstruowani, co do zasad bezpieczenstwa i nadszedl czas rozpoczecia wyscigu…Wszyscy uczestnicy zostali podzieleni na szesc grup i kazda startowala w jednominutowych odstepach. Ja znalazlam sie w czwartej grupie (biale czepki). W oczekiwaniu na swoj start czulam niespodziewany spokoj, aczkolwiek to uczucie nie trwalo dlugo. Zaraz po rozpoczeciu wyscigu dostarlo do mnie w co sie wpakowalam…To byl kompletny chaos i walka o przezycie…delikatnie mowiac obowiazywalo prawo dzungli…Oberwalam w glowe minimum piec razy od mezczyzn dwa razy wiekszych ode mnie, ktorzy byli tak skoncentrowani na swoim starcie, ze zupelnie nie zwracali uwagi na to, co sie dzialo wokol nich…Ale nie bylo czasu na mazgajenie sie, w koncu bylam tu po to, zeby ukonczyc ten wyscig. Kilka razy przeklnelam jak szewc, po tym kiedy po raz kolejny ktos wcial sie bezczelnie przede mnie i troche pomoglo ;). Po okolo 500m przeszlo mi przez mysl, ze byc moze nie bede w stanie doplynac do mety, ale szybko zaczelam sie uspokajac, ze zazwyczaj tak sie czuje po pierwszych 500m i, ze w miare uplywu dystansu bedzie coraz latwiej. Poczatkowy chaos zaczal ustepowac, kolo mnie bylo coraz mniej ludzi. To trwalo do momentu kiedy zaczelam doganiac plywakow z grupy, ktora wystartowala bezposrednio przede mna. Znow znalazlam sie w klebowisku rak i nog, znow dostalam po glowie, ale zacisnelam tylko zeby i plynelam dalej. Ponownie nastapil okres relatywnego spokoju, az zrownalam sie z uczestnikami, ktorzy startowali w drugiej grupie. Troche szarpaniny i jakos udalo mi sie znalezc kawalek przestrzeni dla siebie (wiem, ze musi brzmiec to conajmniej smiesznie, kiedy mowie to w kontekscie oceanu). Przez chwile wszystko bylo super, ale niestety moje okulary zaczely parowac i zaczelam miec trudnosci z rozpoznaniem kierunku, w jakim powinnam plynac. Nie chcialam sie zatrzymywac, ale po dluzszej chwili stwierdzilam, ze cos jest nie tak, bo dokoola mnie zrobilo sie dosc pusto, gdzies tam w oddali katem oka widzialam innych plywakow. Czulam, ze cos jest nie tak, bo wiedzialam, ze nie plyne tak szybko, zeby prowadzic ten wyscig, a zatem powinnam byc otoczona wieksza grupa ludzi…Zdecydowalam sie zatrzymac i przeplukac okulary i…szybko zauwazylam, ze dosc znacznie odplynelam od glownego toru wyscigu (byl dosc silny prad). Wciaz jeszcze miescilam sie w jego parametrach, bo gdyby bylo inaczej, to zostalabym poinstruowana przez ratownikow, co sie dzieje. Szybko zaczelam plynac w kierunku sporej grupy zawodnikow, ktorzy byli po mojej lewej stronie. Wsciekla, wyrzucalam sobie, ze nie zatrzymalam sie wczesniej i nie przeplukalam okularow.  Kiedy sie z nimi zrownalam, zdalam sobie sprawe, ze jestesmy juz bardzo blisko mety…Nie mialam pojecia, jak dlugo tak sobie plynelam gdzies tam obok, dodajac dodatkowych kilkuset metrow do calego dystansu, ale nie mialam czasu sie nad tym rozwodzic, bo przeciez musialam jak najszybciej dotrzec do mety! Zanim woda byla juz na tyle plytka, ze mozna bylo stanac, po raz kolejny dostalam po glowie…tym razem uslyszalam przepraszam, ale zupelnie nie zwracalam juz na to uwagi, cala sile woli koncentrujac na zachowaniu rownowagi (wiele osob nie uniknelo upadku), gdyz po tak dlugim plywaniu czesto odczuwalne sa lekkie zawroty glowy. Zlapalam sie poreczy i co sil w nogach pobiegalam w strone mety. Tego uczucia nie zapomne chyba do konca zycia! Nie moglam uwierzyc, ze od tej pory bede mogla powiedziec, ze przeplynelam Auckland Harbour. Moja rodzina czekala oczywiscie przy samej mecie, ale ja w tym calym zamieszaniu nawet ich nie zauwazylam, tak bylam skoncetrowana na jak najszybszym ukonczeniu wyscigu ;) Pierwsze zdjecia zaraz po przekroczeniu linii mety byly zrobione przez moich najblizszych (ja nie zdawalam sobie nawet sprawy z tego, ze jestem fotografowana). Nie sa one najlepszej jakosci, bo byly zrobione przy uzyciu telefonow, a niektorzy czlonkowie mojej rodziny byli tak podekscytowani, ze nie mogli ustac bez ruchu nawet kilku sekund potrzebnych na zrobienie zdjecia, ktore nie jest "poruszone". Niemniej jednak, jestem Im niezmiernie wdzieczna, bo beda one pamiatka na cale zycie. Za reszte zdjec odpowiada Julian, ktory pelnil role fotoreportera :). To byl zdecydowanie jeden z najpiekniejszych dni w moim zyciu. Bylam niezmiernie szczesliwa, ze dwa miesiace wczesniej, pewnego niedzielnego popoludnia, zglosilam sie do mojego pierwszego w zyciu wyscigu rozgrywanego w oceanie :) I pozwolcie, ze zdradze Wam maly sekret…to nie bedzie moj ostatni start ;)

P.S. Sprawdzilam dzis uaktualnione wyniki i wygladaja one nastepujaco:
       337 miejsce na 1371 startujacych
       90 miejsce na 512 startujacych kobiet
       8 miejsce na 52 startujace kobiety w mojej kategorii wiekowej

Those buildings that you see in the distance - that was where the race started
Te budynki, ktore widzicie w oddali - to wlasnie tam rozpoczynal sie wyscig




First swimmers reaching third buoy
Pierwsi plywacy przy trzeciej boi







The very first photos taken after I crossed the finish line.
Pierwsze zdjecia zrobione zaraz po przekroczeniu mety.





Time for some celebration!
Czas na swietowanie!



One of the oldest participants. I think the oldest one was 84! Impressive!!!
Jeden z najstarszych uczestnikow. Najstarszy mial chyba 84 lata! Robi wrazenie!!!


Happy post race discussions :)
Niezwykle mile dyskusje "powyscigowe"



Prize giving
Wreczenie nagrod


Part of my support crew ;)
Czesc mojej ekipy wspierajacej ;)



« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!