December 2, 2014

Training for Harbour Crossing


As some of you know I used to swim competitively, however it was so long ago, I can hardly remember it…After years of telling myself I should get back to swimming I decided I needed some serious motivation, because promising myself every day that I will definitely go for a swim tomorrow, did not quite work…
So about two months ago I registered for Harbour Crossing. It is an annual ocean swim that takes place in Auckland. You can read more about it here: http://oceanswim.co.nz/event/harbour-crossing/. Since I was completely out of shape I started going for a pool swim three times a week. I am not gonna lie…beginnings were hard…I could barely swim 1km, but after a couple of weeks I could feel the benefits of swimming on a regular basis and doing 3km in one go stopped being a problem :) However that was just the first part of the whole training programme. The biggest challenge was to come…Like I said, I am a former swimmer so swimming  in a pool is a piece of cake for me but swimming in the sea…well, that is another story…First of all I had to buy a wetsuit…Believe me…trying this thing on…NOT easy…After 15 frantic minutes in a changing room I somehow managed to put it on…and I wanted to take it off immediately! It felt so uncomfortable that I started considering swimming without it, but after trying on few more models the whole experience became more bearable…Now that I had a wetsuit there was no excuse but start training in the sea. Weather wasn't very helpful, even though it was the end of spring, it was cold and very windy. My first ocean swim was a shock! I could not get used to swimming in the wetsuit, the taste of salt in my mouth, the wind, the waves…I just wanted to get out…But I persevered :) and each subsequent ocean swim was a bit easier. So here I am only 4 days away from the big day and I am not gonna lie…I am terrified, I have never done anything like this in my life. I have no idea what to expect. I cannot imagine swimming with hundreds of people around me (I have been told that first 200m is the worst as there are a lot of elbows and feet everywhere…) but I am hoping for the best, ie. that I will cross the finish line ;) Keep your fingers crossed…!

Niektorzy z Was wiedza, ze dawno dawno temu trenowalam plywanie. Niestety w przeciwienstwie do wielu moich znajomych, ktorzy po zakonczeniu kariery zawodniczej, pozostali aktywnie zwiazani z tym pieknym sportem, ja wybralam inna sciezke. A mianowicie moje przygody z basenem ograniczaly sie do sporadycznych (czytaj 2-3 razy w roku) wizyt, w trakcie ktorych stwierdzalam, ze jestem zupelnie bez formy i naprawde powinnam cos z tym zrobic. I tak uplywaly kolejne lata, kolejne wizyty na basenie i kolejne mocne postanowienia, ze od jutra biore sie za siebie…Az w koncu 2 miesiace temu powiedzialam dosc! I…wyslalam swoje zgloszenie na zawody plywackie rozgrywane w…oceanie…Wiecej na ten temat mozecie przeczytac pod tym linkiem: http://oceanswim.co.nz/event/harbour-crossing/. Swoj trening przygotowawczy rozpoczelam oczywiscie od wizyt na krytej plywalni, srednio 3 razy w tygodniu. Nie bede klamac…poczatki byly ciezkie…ledwo przeplywalam 1km, ale juz po kilku tygodniach regularnych treningow zauwazylam ogromna roznice i przeplyniecie 3km bez przerwy przestalo stanowic problem :) Jednakze to byl dopiero poczatek calego cyklu przygotowan. Najwieksze wyzwanie mialo dopiero nadejsc…Tak, jak wspomnialam wczesniej, z basenem mialam do czynienia od najmlodszych lat, ale plywanie w oceanie…? To juz inna historia…Pierwsza rzecza, jaka musialam kupic byla pianka. Wierzcie mi na slowo, ze przymierzanie tego cholerstwa NIE jest latwe…Po 15 minutach w przebieralni myslalam, ze wyzione ducha, ale jakos to na siebie wciagnelam…i natychmiast chcialam to zdjac! Bylo mi niewygodnie, mialam wrazenie, ze sie dusze, mam klaustrofobie i dostane po raz pierwszy w zyciu ataku paniki…Zaczelam nawet rozwazac plywanie bez pianki, ale po raz kolejny sprawdzilo sie powiedzenie, ze praktyka czyni mistrza i po przymierzeniu kolejnych modeli, stwierdzilam, ze nie jest tak zle. Zatem nie pozostalo mi juz nic innego jak rozpoczac treningi w morzu. Pogoda, delikatnie mowiac nie byla zachecajaca. Mimo, ze byla pozna wiosna, bylo zimno i bardzo wietrznie. Pierwszy trening w morzu byl szokiem! Nie moglam sie przyzwyczaic do plywania w piance, w ustach czulam smak soli, do tego wiatr i fale…po kazdym ruchu stwierdzalam, ze wychodze, mam dosc…ale jakos przetrwalam i kazdy kolejny trening byl latwiejszy :) Do zawodow pozostaly 4 dni i musze przyznac, ze jestem przerazona…To moje pierwsze tego typu doswiadczenie, nie mam pojecia czego sie spodziewac. Nie potrafie sobie wyobrazic plywania z kilkoma setkami innych zawodnikow wokol mnie (uprzedzono mnie, ze najgorsze jest pierwszych 200m, bo dookola tylko lokcie i stopy), ale mam nadzieje, ze nie bedzie tak zle i uda mi sie dotrzec do mety ;) Trzymajcie kciuki…!


Checking weather conditions :)
sprawdzanie warunkow pogodowych :)




















« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!