January 31, 2015

Auckland Anniversary Weekend


Last weekend was a long one for those living in Auckland area as the city celebrated its 175th birthday! So with three days off and beautiful summery weather there was just one thing to do…yup, go the the beach ;) However this time we were a bit wild because on each day we actually went to a different beach. Living wild…that's us ;)
But seriously, it was one of the best long weekends I have had since I moved here. Main reason being that Julian did not work as he ALWAYS works on long weekends. He did play a gig on Saturday, but that's all :). Plus we got to spend a lot of quality time with both of our families and it felt so nice just to lay around, eat, chat and play games with our loved ones. However let's start from the beginning. On Saturday Jane turned 22 and we celebrated it with a picnic on Narrow Neck Beach in Devonport. It was really low-key with yummy food in a great company. Perfect if you ask me (birthday girl thought so too!). On Sunday Julian and I had a day just to ourselves which has not happened in a very long time. So our plan was to have no plan :) We had breakfast at a newly discovered Italian cafe, then we did little shopping. I am very lucky because Julian loves shopping more than I do so he never whines and asks when can we go home…Later on, in the afternoon we went to Cheltenham Beach in Devonport and we just laid there for about two hours chatting about everything and when we got hungry we decided it was time to look for some dining options. We ended up in a very funky place called The Blue Breeze Inn (recommended by Jane and Guy) and enjoyed delicious Peking duck. Unfortunately I have no photos from there as I forgot my camera, but food was so good that we are definitely going back there. After that it was a quite night at home, just what we needed :)
On Monday we had plans with my parents and my sister and her fiancé. As you probably already figured it out, we decided to spend a day at the beach. How creative of us! Anyway, we packed up heaps of food, drinks, magazines, books, sunblocks and drove to Wenderholm Regional Park. It is actually a place where Julian and I got married almost 4 years ago and we have not been back there together so it was really special to walk the path where I was walking with my dad. And then to stand in exactly the same spot where we were married :) Apart from reminiscing about our wedding day, we swam, ate, drank, read, had endless conversations with the family and we even attempted a game of sort of baseball (without gloves, which let's be honest was pretty painful. Note for the future: must buy baseball gloves). All in all it was a pretty amazing end to a pretty amazing long weekend. I am already looking forward to the next one, which is coming up in the beginning of February and we are going camping with Julian's family :) However more about camping per se and my feelings about it after the trip ;)

Ostatni weekend byl dlugim weekendem w rejonie Auckland, poniewaz miasto swietowalo swoje 175 urodziny! Jako, ze mieslismy trzy dni wolnego, a pogoda dopisywala bylo raczej oczywiste, ze spedzimy ten czas glownie…tak jest…na plazy ;) Aczkolwiek tym razem, troche zaszalelismy, bo kazdego dnia bylismy na innej plazy…Tacy jestesmy zadni przygod ;)! Ale tak na powaznie, to byl to jeden z najprzyjemniejszych dlugich weekendow, ktore spedzilam w NZ od mojego przyjazdu tutaj. Glownym powodem bylo zapewne to, ze Julia nie pracowal, bo dotychczas pracowal W KAZDY dlugi weekend. Co prawda gral koncert w sobote, ale to bylo wszystko w temacie pracy :) Oprocz tego udalo nam sie spedzic mile godziny w towarzystwie naszych rodzin i niezwykle przyjemnie bylo toczyc leniwe rozmowy przy dobrym jedzeniu na lonie natury. Poza wylegiwaniem zdarzaly sie chwile zwiekszonego wysilku fizycznego (plywanie, bejsbol), a takze intelektualnego (szachy). Ale zacznijmy od poczatku. W sobote Jane obchodzila 22 urodziny, ktorych swietowanie przybralo forme pikniku na plazy Narrow Neck znajdujacej sie w dzielnicy Devonport. Piknik byl bardzo nieformalny, po prostu dobre jedzenie w dobrym towrzystwie. Dla mnie idealnie (jubilatka byla podobnego zdanie! W niedziele mielismy z Julianem czas tylko dla siebie i jako, ze zdarza sie to bardzo rzadko postanowilismy, ze naszym jedynym planem bedzie brak planu. Zjedlismy sniadanie w nowoodkrytej wloskiej knajpce, potem pojechalismy na male zakupy. Jestem szczesciara, bo Julian uwielbia chodzic na zakupy (mysle, ze jeszcze bardziej niz ja), wiec nigdy nie doswiadczylismy sytuacji, w ktorej Julian snuje sie za mna po sklepie i z mina meczennika pyta co 2 minuty czy juz mozemy jechac do domu. Po poludniu wybralismy sie na plaze Cheltenham, ktora rowniez znajduje sie dzielnicy Devonport. Spedzilismy jakies dwie godziny lezac i dyskutujac o wszystkim i o niczym az do momentu, w ktorym nie moglismy juz dluzej ignorowac narastajacego glodu. Zdecydowalismy sie skorzystac z rekomendacji Jane i Guy'a i na obiad pojechalismy do The Blue Breeze Inn. To byl strzal w dziesiatke, oboje delektowalismy sie kaczka po pekinsku. Niestety zdjec brak, gdyz zapomnialam aparatu, ale nic straconego, bo jedzenie bylo tak dobre, ze na pewno tam wrocimy. Po obfitym obiedzie mielismy juz tylko ochote na spokojny wieczor w domu :)
Poniedzialek mielismy zaplanowany z moimi rodzicami, siostra i Jej narzeczonym. Jak sie zapewne domyslacie w planach byl dzien…na plazy. Jestemy niezwykle kreatywni…! Zapakowalismy mnostwo jedzenia, picia, gazet, ksiazek, kremow z filtrem i ruszylismy w droge. Celem byl Wenderholm Regional Park. To wlasnie tam, Julian i ja wzielismy slub prawie 4 lata temu i od tego czasu nie udalo nam sie ponownie sie tutaj wybrac, dlatego niezwykle wzruszajace bylo przejsc sie sciezka, ktora prowadzil mnie tato, a potem stanac dokladnie w tym miejscu, gdzie udzielono nam slubu :) Oprocz wspominania naszej ceremonii slubnej czas uplynal nam na plywaniu, jedzeniu, piciu, prowadzeniu niekonczacych sie dyskusji i nawet sprobowalismy swoich sil w bardzo uproszczonej wersji gry w bejsbol (niestety bez rekawic, co okazalo sie dosc bolesnym doswiadczeniem. Przyszlosciowo zakup rekawic jest absolutnie konieczny). Jednym slowem dlugi weekend byl bardzo udany. Juz nie moge sie doczekac kolejnego, ktory bedzie mial miejsca na poczatku lutego. W planach jest wyjazd pod namioty z rodzina Juliana :) Aczkolwiek moje uczucia zwiazane z kempingiem ujawnie dopiero po powrocie ;)

Narrow Neck Beach
Plaza Narrow Neck




Birthday Girl
Jubilatka


Birthday crew looks rather unimpressed but I assure you everybody had a good time :)
Urodzinowe towarzystwo wyglada dosc ponuro, ale zapewniam Was, ze wszyscy bawili sie swietnie :)


Julian at our Sunday breakfast.
Julian podczas niedzielnego sniadania.


And time for Monday and Wenderholm Park
I czas na poniedzialek i park Wenderholm 





And "the special"path…brings so many happy memories :)
I sciezka, o ktorej wspomnialam wyzej…tyle szczesliwych wspomnien z nia zwiazanych :)



This is where we got married! We did wear different clothes then ;)
Dokladnie tutaj sie pobralismy! Wygladalismy troche bardziej formalnie ;)














And the baseball game…some of us decided to play it wearing a towel…
I czas na mala rozgrywke w bejsbol…niektorzy z nas stwierdzili, ze recznik jest odpowiednim strojem...




The end of the day and weekend :(
Koniec dnia i weekendu :(




« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!