March 19, 2015

Mini holiday


Last week Julian and I took a short holiday. Our plan was to have no plan. We had a vague idea that we would head north but that was basically it. The most exciting part was our accommodation ;) We decided to sleep in our car…
Yup, that's right…It all started with our camping trip a month ago. On the first night it was pouring down with rain and our tent started leaking so we had no choice but to sleep in the car. It was then when Julian discovered that our seats recline almost to a horizontal position. However since we were going on a week long trip we thought we definitely needed more comfortable place to sleep so we bought a foam mattress, which fitted perfectly into the back of our car (Julian took out the seats of course). It was perfect! It gave us so much freedom while travelling. We could stop anywhere, anytime. We left on Sunday afternoon and we knew we were only driving about 30km north of Auckland since Julian played out of town gig on Saturday night and didn't come home until Sunday morning. Our first stop was supposed to be campsite at Wenderholm Park. As we were doing this whole spontaneous thing I didn't book anything…I checked their website and it looked the campsite was pretty empty so I thought we would just show up there and everything would be sweet…Well, it wasn't…We got there only to see a big shut gate with a keypad where you needed to type in your code (which you were given at the time of booking…since I didn't make one, we didn't have one…). We tried calling but nobody was picking up. It was just before 8pm and we really had to know where we were going to spend the night…We ended up going to a nearby campground in Orewa, which fortunately had spaces so we were sorted :) After a quick dinner consisting of corn chips, avocado and turkish bread we went to bed and woke up eight hours later to the most amazing sunrise. We had our morning coffee on the beach. I was still in my jammies and it felt so good to just sit there, sip my coffee, listen to Julian playing his guitar and watch people on their morning walks. It was a very slow morning :) After showers, etc. we headed north. To be continued...

W zeszlym tygodniu Julian i ja zrobilismy sobie krotkie wakacje. Plan byl taki, zeby nie robic zadnych planow. Wiedzielismy mniej wiecej w jakim kierunku bedziemy podrozowac (polnoc), ale to bylo wszystko w kwestii organizacji. Najbardziej ekscytujaca czescia naszego wyjazdu bylo zakwaterowanie ;) Poniewaz zdecydowalismy, ze bedziemy spac w samochodzie…tak jest, w samochodzie…Wszystko tak naprawde zaczelo sie podczas naszego wyjazdu pod namioty miesiac temu. Pierwszej nocy lalo jak z cebra i okazalo sie, ze dach naszego namiotu cieknie. Nie pozostalo nam nic innego jak spedzic te noc w samochodzie. To wtedy Julian odkryl, ze siedzenia rozkladaja sie niemalze plasko. Jako, ze teraz w gre wchodzil tydzien a nie jedna noc, stwierdzilismy, ze powinnismy dokonac malych modyfikacji. Kupilismy materac z gabki, ktory idealnie zmiescil sie w samochodzie (oczywiscie po uprzednim wyjeciu siedzen). I w ten sposob powstalo lozko idealne! Co za swoboda, teraz moglismy zatrzymywac sie kiedy chcielismy i gdzie chcielismy. Nasza podroz zaczela sie w niedziele, poznym popoludniem i trwala okolo pol godziny, gdyz pierwszym przystankiem mial byc camping w Parku Wenderholm. Nie chcielismy jechac nigdzie dalej, poniewaz Julian poprzedniej nocy gral koncert poza Auckland i wrocil do domu w niedziele rano, dlatego uznalismy, ze 30km poza Auckland to wystarczajacy dystans na pierwszy wieczor ;). Jako, ze caly wyjazd mial byc spontaniczny w zalozeniu, to z premedytacja nie zrobilam zadnej rezerwacji. Sprawdzilam strone internetowa pola campingowego w Wenderholm Park, wygladalo na to, ze z miejscami nie bedzie zadnego problemu, wiec stwierdzilam, ze po prostu sie tam zjawimy i wszystko bedzie ok…Nie bylo. Przywitala nas zamknieta brama, ktora mozna bylo otworzyc wklepujac kod rezerwacji, ktory otrzymywalo sie przy dokonaniu takowej…Jako, ze ja nie dokonalam rezerwacji, nie posiadalam wspomnianego kodu…Probowalismy sie tam dodzwonic, ale nikt nie odbieral, sytuacja byla raczej beznadziejna, bylo juz po 20, wiec musielismy szybko znalezc jakies rozwiazanie. Na szczescie w poblizu znajdowal sie kolejny camping i w ten sposob wyladowalismy w Orewa. Po szybkim obiedzie skladajacym sie z czipsow kukurydzianych, awocado i chleba poszlismy spac. Osiem godzin pozniej obudzil nas przepiekny wschod slonca. Poranna kawe wypilismy na plazy (ja wciaz w pizamie). Cudownie bylo tak beztrosko siedziec na plazy, popijac kawe, sluchac Juliana grajacego na gitarze i obserwowac ludzi udajacych sie na poranne spacery. Po kilku godzinach nadszedl czas na poranne ablucje, po ktorych wyruszylismy w dalsza droge na polnoc. Ciag dalszy nastapi…

The view we woke up to.
Widok, ktory ujrzelismy po przebudzeniu.








And our bed ;)
A oto i nasze samochodowe lozko ;)



« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!