July 10, 2015

Julian's birthday weekend and life lately


It has been rather crazy two months. I started a new job, we celebrated Julian's big birthday, Julian started a new job, our daily routine changed completely and amongst all of it I could not find the time to sit down and write something. Or if I am being totally honest I should say when I found some time I chose to read or watch something or meet up with friends or go running or do dozens of other things. I guess it is fair enough to say that I took an unplanned break from blogging. However I am back (who knows for how long) and ready to tell you that Julian's birthday weekend turned out to be a huge success.
The organising committee, which included myself, the kids and their partners managed to put together a surprise birthday party (for over 30 people) and a surprise weekend away. Julian was incredibly happy. He still keeps saying it was best birthday EVER :) Weeks of secret planning behind his back definitely paid off. In a nutshell, this is what we did…When I asked Julian months ago how he wanted to celebrate his birthday he said he wanted us to go away for the weekend with the kids and their partners, but after he lost his brother in February he decided he wanted to have a family dinner.  Since his birthday fell on a Friday we thought we could do 2 in 1 and have both. We decided to have a birthday party on Friday night (on his actual birthday) and go away on Saturday morning. Julian knew there was going to be a party, but he thought it was gonna be at our place. Instead we booked a nearby restaurant and despite quite a few obstacles like Julian inviting people over to his dinner party two days before the event and then telling me about it. Me frantically getting in touch with those people (behind his back of course) to tell them where the party was actually taking place, me frantically getting in touch with restaurant to change the number of guests attending, etc. It was really stressful but so worth it!  The look on his face when he walked into the restaurant and saw his family and friends was priceless (unfortunately we were too busy celebrating to take photos). There were speeches, there were tears of joy, there was singing. It was an unforgettable night. And since the restaurant is located about 5  min walk from where we live, of course the whole thing ended at our place. At about 2 am the kids and I decided it was time to wrap it up as we knew we had to get up early on Saturday morning to go to Matakana. On a Saturday morning when we were having coffee in bed and Julian was all sad because his birthday was over and he was not the star of the show anymore (and he loves that role…) I told him to pack his bag as we were going away for the night. Initially he was just looking at me in disbelief and kept asking: "Are you serious?", "Really?". Once he believed it, he got really excited that his birthday was not over and there were still fun stuff to do over the weekend. The kids went first as we thought it would be the best surprise if they were there when we arrived. I was practically dying of excitement when I was imagining his face when we get there and he sees the kids (it was soooo hard for me to keep it a secret, I still do not know how I did it as I am hopeless at keeping surprises a secret). After an hour of driving we were in Matakana looking for the batch where we were staying. When we pulled up outside the house Julian noticed the cars and  said: "There are some people there, maybe they double booked?" and then the kids came out of the house and Julian seriously melted…he turned to me with tears in his eyes and I just said: "You wanted a weekend away with the kids, right?" You can imagine what followed. Hugs, tears, laughter…it was fantastic :) The weekend was spent eating good food, watching movies, talking, laughing, taking baths in a spa, drinking wine, etc. It was simply perfect :)

Ostatnie dwa miesiace zdecydowanie nie narzekalismy na nude. Dzialo sie az nadto. Ja zaczelam nowa prace, swietowalismy urodziny Juliana, Julian zaczal nowa prace, nasza codziennosc zmienila sie diametralnie i w tym wszystkim jakos ciezko bylo mi znalezc czas na to, zeby usiac i cos napisac. A tak naprawde jesli mam byc zupelnie szczera, to nawet jesli juz znalazlam  wolna chwile, to wolalam cos poczytac, poogladac, pobiegac, spotkac sie ze znajomymi i jeszcze tuzin innych rzeczy. Mozna powiedziec, ze zrobilam sobie nieplanowana przerwe od blogowania. Ale jestem, wrocilam (kto wie na jak dlugo) i moge Wam smialo zakomunikowac, ze weekend urodzinowy Juliana okazal sie stuprocentowym sukcesem. Komitet organizacyjny w sklad, ktorego wchodzilam ja, dzieci i Ich partnerzy/partnerki zdolal zaplanowac i wyprawic przyjecie niespodzianke (na ponad 30 osob), a takze zorganizowac weekendowy wypad za miasto. Julian byl nieprawdopodobnie szczesliwy. Tygodnie potajemnego plnowania zdecydowanie sie oplacily. W wielkim skrocie oto, co zrobilismy…Kiedy zapytalam Juliana kilka miesiecy temu jak chcialby spedzic ten dzien, to bez namyslu odpowiedzial, ze chcialby abysmy wyjechali razem dziecmi i Ich partnerami/partnerkami na weekend, ale po smierci Jego brata w lutym zdecydowal, ze chcialby ten spedzic w wiekszym gronie rodzinnym. Jako, ze urodziny Juliana wypadaly w piatek komitet organizacyjny zadecydowal, ze mozliwe bedzie tzw. 2 w 1 i impreza rodzinna odbedzie sie w piatek, natomiast w sobote bladym switem udamy sie na eskapade za miasto. Julian wiedzial, ze bedzie mial miejsce obiad rodzinny, ale myslal, ze odbedzie sie on w naszym mieszkaniu, podczas gdy my w konspiracji zarezerwowalismy pobliska restauracje. Wszystko toczylo sie dosc gladko do momentu, kiedy goscie potwierdzali swoj udzial, po czym zmieniali zdanie z powodu wypadkow losowych by nastepnie ponownie potwierdzic swoj udzial w przyjeciu. Ja namietnie informowalam menadzerke restuaracji o wiecznie zmieniajacej sie liczbie gosci. Nie musze chyba nadmieniac, ze bylo to dosc stresujace. Do tego tydzien przed wielkim dniem rozpoczelam prace, co dodatkowo pobudzalo moj organizm do wiekszej produkcji adrenaliny i kortyzolu. Julian tez niczego nie ulatwial, zwlaszcza kiedy dwa dni przed planowana impreza z radoscia oznajmial mi, ze spotkal dawno niewidzianych znajmoych, ktorych postanowil zaprosic na urodziny, bo przeciez mieszkanie jest duze, wiec sie pomiescimy, a im nas wiecej, tym bedzie weselej. Zupelnie nie rozumial braku mojego entuzjazmu…ja po kryjomu musialam kontaktowac sie z wyzej wspomnianymi znajmoymi, aby poinformowac ich o miejscu przyjecia, bo gdyby polegali na wskazowkach nic niewiedzacego Juliana, to co najwyzej pocalowaliby klamke naszego mieszkania. I w takim mniej wiecej nastroju uplynal nam ostatni tydzien przed impreza. Ale naprawde warto bylo przez to wszystko przejsc, bo mina Juliana kiedy wszedl do resturacji i zobaczyl swoich najblizszych byla bezcenna (niestety bylismy zbyt zajeci swietowaniem, zeby robic zdjecia). Byly toasty, byly lzy radosci i wzruszenia, bylo spiewanie. Jednym slowem niezapomniana noc. A z racji tego, ze nasze mieszkanie znajduje sie w poblizu restauracji, to oczywiscie impreza zakonczyla sie u nas. Okolo 2 nad ranem razem z dziecmi stwierdzilismy, ze czas konczyc zabawe, bo rano nie bedzie czasu na spanie. Kiedy w sobotni poranek popijalismy w lozku nasza kawe, Julian byl niepocieszony, ze juz po urodzinach, impreza sie skonczyla i teraz powrot do szarej rzeczywistosci…I wtedy wlasnie oznajmilam Mu, zeby sie pakowal, bo wyjezdzamy na jedna noc. Poczatkowo patrzyl na mnie z niedowierzaniem i powtrzal: "Ale naprawde?", "Ty mowisz serio?". Kiedy w koncu mi uwierzyl Jego nastroj zmienil sie diametralnie :) Ja robilam wszystko, co w mojej mocy, zeby przypadkiem nie zdradzic najwazniejszej czesci niespodzianki, bylo to dla mnie nie lada wyzwanie, bo jestem naprawde beznadziejna jesli chodzi o utrzymywanie tego typu rzeczy w tajemnicy. Po godzinie jazdy znalezlismy sie w Matakana szukajac  domu, w ktorym mielismy sie zatrzymac. Kiedy zaparkowalismy na podjezdzie Julian zauwazyl samochody, ale w dalszym ciagu niczego sie nie domyslal. Powiedzial tylko, ze chyba cos jest nie tak z nasza rezerwacja, bo wyglada na to, ze sa tu jeszcze jacys ludzie. Ja staralam sie zachowac pelna powage i twarz pokerzysty…i wtedy z domu wyszla cala ekipa, a Julian prawie sie poplakal ze wzruszenia…usciskom i zachwytom nie bylo konca. Nie musze chyba dodawac, ze weekend uplynal na konsumpcji dobrego jedzenia i picia, dlugich rozmowach wypelnionych smiechem, ogladaniu filmow, wspolnym gotowaniu i kapielach w jacuzzi. Lepiej byc nie moglo :)



Birthday boy enjoying himself
Jubilat w trakcie swietowania


Serious talks..
Powazne rozmowy...









Amazing colours after the rain
Przepiekne kolory po deszczu





On the way to breakfast
W drodze na sniadanie




After breakfast siesta and talks
Posniadaniowa siesta i rozmowy





« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!