September 22, 2015

Mastering the art of procrastination



Most people who know me think that I am very organised. And I guess in some areas of my life I am, however there are some aspects of my life where I have truly mastered the art of procrastination...I am not proud of it, but here are some examples:

1. Writing on regular basis...hmm...the last time I posted something here was over two months ago and believe me there has not been a day when I was not thinking to myself that today definitely was going to be the day to sit down and write...Things got even harder since I started working full-time, apparently people are more organised when they have more on but somehow it does not apply to me or my writing. The funny thing is that when I finally sit down to put my thoughts on paper it takes me about 15 min, but the amount of procrastination that goes on beforehand is unimaginable....What bothers me the most is that I cannot figure out why I do it. I love writing, it comes easy, apparently people like reading what I write, I have tons of topics in my head that I want to raise, yet it takes me forever to actually sit down and do it...

2. Answering to my friends' texts or emails...to be honest I am surprised that I still have friends and they still talk to me. I am truly shocking...one of my longest friends sent me New Year's wishes via text, which was super sweet and when do I reply?...In April...that is right, I replied three months later...then same friend sent me an email with birthday wishes at the beginning of July and I finally responded two weeks ago...I am not kidding you, but I start most of my emails by apologising for replying with huge delays. Again, I do not know what it is, because the biggest downside of living in NZ for me is the fact that people that I have known for half my life live so far away and there is nothing that I love more than reading their emails, yet if I do not respond straight away, it will take me months to write back...

3. Exercising at least three times a week. I love being physically active. I believe it comes from years spent swimming competitively, but I am absolutely useless when it comes to committing to regular training sessions. Last year I got a bit better when I decided to do Harbour Crossing. I started swimming three times a week and I felt great! I was in a terrific shape, fit and happy and in December after I have swam across the harbour I promised myself I would keep it up. Guess how many times I have been for a swim since then? Yup, exactly...zero...Why? Good question, I love swimming, I feel great afterwards but getting ready to go for a swim seems like such a hassle that I keep postponing it...So a few months ago I decided to take up running. Pretty easy, you just put on your running gear and go out the door right? I lasted about two weeks. I even managed to reach 5k a few times and then I stopped... there was always something, I was too busy with work, too tired, weather was bad, etc. However I am happy to report that I am back on the program. I decided to run shorter distances but six times a week. Today has been my fourth day and so far I am sticking to my plan :)

So this is me Mrs. Procrastination, but I PROMISE I am working on it...


Wiekszosc osob, ktora mnie zna uwaza, ze jestem bardzo zorganizowana. Faktycznie w niektorych dziedzinach mojego zycia panuje wzgledny porzadek, ale istnieja rowniez jego aspekty, w ktorych do perfekcji opanowalam sztuke prokrastynacji...Nie jestem z tego dumna, a na dowod, ze nie jestem goloslowna, oto kilka przykladow:

1. Regularne pisanie - od mojego ostatniego postu minely ponad dwa miesiace i mozecie mi wierzyc, ze nie bylo nawet jednego dnia, kiedy nie pomyslalam, ze dzis to juz na sto procent siadam i pisze...Sprawy zdecydowanie nie ulatwilo rozpoczecie pracy na pelen etat. Podobno kiedy ma sie wiecej zajec, to wtedy czlowiek jest duzo lepiej zorganizowany. Z jakis powodow ta zasada ma sie zupelnie nijak do mnie i mojego pisania. Najsmieszniejsze jest to, ze kiedy juz sie zbiore i zasiade aby przelac swoje mysli na papier, to nie zajmuje mi to dluzej niz 15 minut, ale zanim do tego dojdzie tocze ze soba nieustanne walki i specjalizuje sie w wymyslaniu coraz bardziej idiotycznych wymowek...To, co najbardziej mnie denerwuje to fakt, ze  ja naprawde lubie pisac, przychodzi mi to latwo, ludzie podobno lubia czytac te moje wypociny, w glowie mam sto tematow, ktore chce poruszyc, a jak przychodzi co do czego, to w nieskonczonosc odkladam ta chwile...

2. Odpisywanie na emaile i smsy od przyjaciol...Szczerze mowiac, to dziwie sie, ze jeszcze mam przyjaciol, ktorzy wciaz wybaczaja mi moje abnegactwo (przynajmniej mam taka nadzieje...). Wierzcie mi, naprawde ciezko znalezc kogos z takimi watpliwymi zdolnosciami w tej dziedzinie...Jedna z moich najstarszych stazem przyjaciolek przyslala mi  smsem zyczenia noworoczne, jak sie domyslacie w Nowy Rok, oczywiscie niezmiernie sie ucieszylam, po czym odpisalam Jej w...kwietniu...tak, dobrze przeczytaliscie. Odpisalam trzy miesiace pozniej...ta sama przyjaciolka przyslala mi email w zyczeniami urodzinowymi na poczatku lipca. Wiecie do kiedy czekalam na moja odpowiedz? Do polowy wrzesnia...Tradycja stalo sie juz, ze moje emaile do przyjaciol rozpoczynaja sie od slow: " Przepraszam Cie bardzo, ze dopiero teraz odpisuje..." Nie mam pojecia dlaczego tak sie dzieje, bo najwiekszym minusem mieszkania w NZ jest to, ze ludzie,  ktorych znam polowe swojego zycia mieszkaja tak daleko ode mnie i nic nie sprawia mi wiekszej radosci niz czytanie wiadomosci od Nich. Mimo to, jesli nie zaczne odpisywac natychmiast po przeczytaniu maila/smsa, to jest raczej pewne, ze caly proces potrwa kilka miesiecy...

3. Uprawianie sportu przynajmniej trzy razy w tygodniu. Uwielbiam aktywnosc fizyczna. Mysle, ze to efekt lat spedzonych na basenie, ale bez wgledu na to na jest mi niezwykle trudno poswiecic sie regularnym treningom. W zeszlym roku nastapila lekka poprawa, poniewaz przygotowywalam sie do zawodow plywackich i niejako bylam zmuszona porzucic swoje normalne nawyki. Poczatki byly ciezkie, ale plywalam trzy razy w tygodniu, bylam swietnej formie i czulam sie doskonale. W grudniu, po zawodach obiecalam sobie, ze utrzymam ta forme i bede regularnym gosciem na basenie. Wiecie ile razy udalo mi sie utrzymac ta obietnice? Tak jest, dokladnie zero...Dlaczego? Dobre pytanie, kocham plywac, zawsze po przeplynieciu kilku kilometrow czuje sie swietnie, a mimo to, zebranie sie i wyjscie na basen wydaje mi sie zadaniem niemalze niewykonalnym...i tak przekladam je z dnia na dzien, z tygodnia na tydzien, z miesiaca na miesiac, a wkrotce bede mogla rowniez powiedzic, ze z roku na rok (chyba, ze zdecyduje sie wziac udzial w Harbour Crossing takze w tym roku). Dlatego tez kilka miesiecy temu stwierdzilam, ze sprobuje biegania. Nie musze pakowac torby z kostiumem, recznikiem, klapkami, okularkami, itp., po prostu wskakuje w stroj do biegania i wychodze z domu...Proste, prawda? Wytrwalam dwa tygodnie...Udalo mi sie nawet dojsc do 5km, ale  potem ciagle cos mi bylo w poprzek, a to bylam zbyt zmeczona, a to musialam zostac dluzej w pracy, albo pogoda byla beznadziejna. Generalnie zawsze jakas wymowke dalo sie znalezc..., ale nie poddaje sie. Zdecydowalam, ze sprobuje biegac szesc razy w tygodniu, ale krotsze dystanse. Dzis byl moj czwarty dzien, jak na razie trzymam sie planu :)

Takze, oto ja, pani Prokrastynacja, ale pracuje and tym...



« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!