May 16, 2016

Weekend away



Life has been pretty crazy for us lately. We are slowly getting ready for the arrival of our girl, which means I am spending endless hours looking at nursery room inspirations, coming up with different ideas every 5 min and asking Julian if he can make this or that...However at this point I think I can safely say that after hours of discussions we have a pretty clear picture of what we want the room to look like. Apart from all baby related activities we are  both working full-time, actually Julian has been working time and a half so there is not much time left to do any of the fun stuff that apparently we ought to be doing before the baby arrives...
We have been both feeling quite tired and it so happened that Julian needed to undergo a small surgery on his right hand, therefore was basically forced to take some time off. I happily joined him on that unexpected "holiday", which meant we both had a week off work at the same time :) and with Julian's birthday coming up I thought it would be a good idea to get out of town. I finally decided to use airbnb as everyone is raving about it and found us a little cabin just an hour north of Auckland. We headed out on Thursday and were planning to stay there till Sunday. However when we arrived there, we knew we would shorten our trip. I mean, the place was ok, I can totally see how it would appeal to international tourists traveling through NZ, but for us it just felt too small and claustrophobic with not much privacy. We still had a good time, went out to nice dinners, drove around the neighbourhood looking at properties for sale, had a long brunch at one of my favourite cafes ever, but coming back home a bit earlier felt like the right thing to do.  It is back to work for both of us tomorrow so I am going to leave you with a few photos and go back to my cozy spot on the couch where a cup of tea and a good book are waiting for me ;)

Zycie toczy sie ostatnimi czasy w zawrotnym tempie. Powoli zaczynamy sie szykowac na przyjscie na swiat naszej corki, co w praktyce oznacza, ze ja spedzam niezliczone godziny buszujac po internecie szukajac inspiracji na urzadzenie pokoju dla malej. Srednio co 5 minut mam inny pomysl i zanudzam Juliana pytaniami czy moze zrobic przewijak, kolyske lub dziesiec innych rzeczy w zaleznosci od tego, ktora koncepcje aktualnie rozwazam...Aczkolwiek chyba moge juz oficjalnie potwierdzic, ze po wielogodzinnych dyskusjach mamy juz jasny obraz tego jak chcielibysmy, zeby ten pokoj wygladal...teraz tylko nalezy ten plan wprowadzic w zycie ;) Oprocz zajec zwiaznych z przyszlym potomkiem a raczej potomkinia, oboje pracujemy na pelen etat, Julian w zasadzie na poltora (nieuleczalny pracoholik...), takze nie zostaje nam wiele czasu na rozrywki i robienie tego wszystkiego, co wedle poradnikow dla przyszlych rodzicow powinnismi robic zanim pojawi sie na swiecie dziecko...Oboje bylismy ostatnio przemeczeni i tak sie zlozylo, ze Julian musial sie poddac drobnemu zabiegowi chirurgicznemu, wiec niejako zostal zmuszony do wziecia tygodnia wolnego. Ja,  z radoscia postanowilam Mu potowarzyszyc na tych wymuszonych "wakacjach"  i tym sposobem zupelnie nieoczekiwanie oboje moglismy cie cieszyc tygodniem wolnosci. Z racji tego, ze zblizaly sie urodziny Juliana, stwierdzilam, ze byloby milo wyjechac gdzies na kilka dni i po raz pierwszy skorzystalam z airbnb. Znalazlam maly ( jak sie okazalo z naciskiem na maly) domek oddalony okolo godzine od Auckland. Wyruszylismy w nasza mini podroz w czwartek z zamiarem powrotu w niedziele, ale kiedy tylko dotarlismy na miejsce wiedzielismy, ze nasz pobyt bedzie trwal krocej. Domek wygladal ok, ale byl naprawde malenki i nie zapewnial takiej prywatnosci, jakiej bysmy sobie zyczyli, takze nasz pierwszy kontakt z airbnb zaliczamy do przecietnych. Mimo wszystko spedzilismy milo czas, odwiedzilismy kilka przyjemnych restauracji, zwiedzilismy okolice, obejrzelismy kilka nieruchomosci na sprzedaz fantazjujac jak by to bylo zyc na "wsi" no i oczywiscie zjedlismy bardzo dlugie sniadanie w mojej ulubionej kafejce, ale decyzja, zeby wrocic do domu troche wczesniej byla zdecydowanie sluszna. Jutro czeka nas powrot do rzeczywistosci, tazke zostawiam Was z kilkoma zdjeciami, a ja wracam na moje miejsce na kanapie, gdzie czekja na mnie swiezo zaparzona herbata i nowo rozpoczeta ksiazka ;)

One of the residents at the property where we were staying.
Jeden z mieszkancow na terenie posiadlosci, w ktorej znadowal sie nasz domek.


Place where we stayed.
Miejsce, gdzie sie zatrzymalismy.


And a few photos from my absolute favourite cafe. It just makes you feel like you have just arrived in Italy and you never want to leave...
I kilka zdjec z mojej ulubionej kafejki. Za kazdym razem jak tam jestem, to mam wrazenie, ze znalazlam sie we Wloszech i nie chce wyjezdzac...








« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!