June 26, 2016

Things are getting real...29 weeks :)


Time truly flies, before I knew it we hit the 29 weeks mark...and things started to feel real and heavy...I am fine in general, however in the evenings I begin to think that I must put on at least 5 kgs during the day as my belly feels like it weighs much more than it did in the morning...I am also noticing that this little basketball that I am carrying is definitely slowing me down, things that I used to do without even thinking about take much longer and I am finding myself sitting down and taking short breaks between tasks.
It feels quite surreal as I am usually pretty fast ( I move fast, I walk fast, I talk fast), but these days I have been forced to take it easy and to remember that there is an additional passenger on board :) and I cannot carry on like I normally would. I had a chance to talk to some other mums-to-be, which made me realised that I am super lucky in the sleep department as I have no troubles sleeping and pretty much manage to sleep through the whole night (occasionally with one toilet break). Fingers crossed this pattern will continue. Our little Peanut is very active and makes sure that I know she is there (something I am definitely going to miss when she is born). I also started craving ice cream, which would not be weird as I LOVE ice cream in general, but the strange bit is that I am craving ONLY chocolate flavour and I am more of a vanilla ice cream fan...So for the last couple of weeks I have been having chocolate ice cream on a daily basis and funnily enough Julian (also vanilla flavour fan) joined me in this new addiction ;)

Czas ucieka w zastraszajacym tempie, mam wrazenie, ze zanim zdazylam mrugnac na liczniku ukazal sie 29 tydzien...i wszystko zaczela wydawac sie bardziej realne i zdecydowanie ciezsze...Ogolnie czuje sie dobrze, aczkolwiek wieczorami wydaje mi sie, ze musialam przytyc przynajmniej 5 kg danego dnia, bo brzuch zadaje sie wazyc przynajmniej 3 razy wiecej niz rano...Zauwazylam takze, ze ta slodka pilka do koszykowki, ktora jest do mnie przytwierdzona na stale, zdecydowanie mnie spowalnia. Rzeczy, ktore do tej pory robilam bez zastanowienia, zajmuja znacznie wiecej czasu i czesto musze robic krotkie przerwy pomiedzy poszegolnymi czynnosciami, co sprawia, ze czuje sie jakbym dobijala 80-tki...Ciezko mi sie do tego przyzywczaic, bo normalnie jestem energiczna osoba, ktora szybko sie porusza, szybko chodzi, szybko mowi, ale ostatnimi czasy zostalam zmuszona, zeby troche zwolnic, bo dodatkowa pasazerka na pokladzie sprawia, ze niemozliwe jest juz funkcjonowanie na pelnych obrotach. Mialam okazje poznac i porozmawiac z innymi przyszlymi mamami i po tych spotkaniach zdalam sobie sprawie, ze jestem wielka szczesciara jesli chodzi o spanie, bo nie mam najmniejszych problemow z zasypianiem i generalnie budze sie dopiero kiedy z cudownych objec Morfeusza wyrywa mnie bezlitosny alarm w telefonie. Trzymam kciuki, ze taki stan rzeczy utrzyma sie przez kolejnych 11 tygodni. Nasz maly Orzeszek a raczej Orzeszka jest bardzo aktywna i regularnie daje mi znac, ze ma sie dobrze (zdecydowanie bede za tym tesknic po Jej narodzinach). Nowoscia ostatnich kilku tygodni jest moja niezaspokojona chec na lody, co samo w sobie nie byloby niczym dziwnym, bo generalnie UWIELBIAM lody, ale zaskakujacy jest fakt, ze mam ochote tylko i wylacznie na lody czekoladowe, ktorych normalnie nie jadam (jestem w obozie fanow lodow waniliowych). Takze od ponad dwoch tygodni codziennie pochlaniam porcje lodow czekoladowych i, zeby bylo smieszniej Julian (rowniez fan smaku waniliowego) bardzo chetnie mi towarzyszy w tym uzaleznieniu ;)









« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!