August 16, 2016

This place



It feels like all my recent posts have been dominated by one word: "last". I keep saying last birthday, last time I do this or that and today's post will not be any different as it is about our weekend away, which was definitely the last one before Peanut arrives...It is funny to think about all the things that we are doing for the last time when it is only Julian and myself.
Even though it feels like the and of an era, there are so many firsts to look forward to...The first time we are going to hold our baby girl, the first time she will meet her siblings, grandparents and other family members, the first time we will bring her home, the first trip we will take together and many many more...

Anyway, back to today's post. These photos were taken a couple of weeks ago at a property owned by Julian's family. I do not think it will be an exaggeration if I say that this place is located on one of the most picturesque sites in the country. Even though I have been there many times I never get tired of the views. Regardless of the season there is nothing better than waking up early and watching the sunrise over the ocean with a cup of coffee in your hand. 

Enjoy!

P.S. There are about 5 different buildings on the property, however in this post you will only see one (and only partially).  I will save the rest for some other time. Also, everything you see was built by Julian ;) (I am sorry, but I could not help bragging).

Mam wrazenie, ze moje wpisy z ostatnich tygodni a nawet miesiecy zostaly zdominowane przez jedno slowo: "ostatni". Czesto powtarzam ostatnie urodziny, ostatni raz kiedy robie to czy tamto. Dzisiejszy wpis nie bedzie odbiegal od normy, gdyz dotyczy naszego ostatniego weekendu spedzonego poza Auckland przed przyjsciem na swiat naszego malucha...Smiesznie jak zaczynamy sie koncentrowac na tych wszystkich "ostatnich" rzeczach, ktore robimy tylko we dwoje. I mimo, ze jest to definitywny koniec pewnego okresu w naszym zyciu ( a konkretniej dekady), to przeciez tyle ekscytujacych, tych pierwszych momentow przed nami! Ten pierwszy raz kiedy bedziemy mogli przytulic nasza corke, pierwszy raz kiedy pozna swoje rodzenstwo, dziadkow i reszte rodziny, pierwszy raz kiedy przywieziemy Ja ze szpitala do domu, pierwsza podroz, ktora odbedziemy we trojke i wiele, wiele innych.

Ale wracajac do dzisiejszego wpisu. Zdjecia, ktore widzicie ponizej zostaly zrobione kilka tygodni temu na terenie letniej posiadlosci nalezacej do rodziny Juliana. Mysle, ze nie bedzie to przesada jesli powiem, ze miejsce to jest usytuowane w jednym z najbardziej urokliwych zakatkow w kraju. Mimo, ze mialam okazje byc tutaj wielokrotnie, to za kazdym razem zapiera mi dech w piersiach kiedy spogladam na otaczajce mnie widoki. Bez wzgledu na pore roku nie ma nic przyjemniejszego niz obudzic sie bladym switem i obserwowac wchod slonca nad oceanem popijac kawe.

Milego ogladania!

P.S. Na terenie posiadlosci znajduje sie 5 budynkow, ale w tym wpisie zobaczycie tylko jeden ( i to tylko czesciowo). Reszte pokaze Wam innym razem. No i nie moge sobie odmowic malej prywaty ;) Wszystko, co widziecie na zdjeciach zostalo zbudowane przez Juliana :)















« Newer Post Older Post »

1 comment

  1. I would definitely just move over there :) ;)

    ReplyDelete