January 27, 2017

Rotorua trip


I always promised myself that when I have a child I would still do things I did when I was childless, like for example travelling. It is not always easy, but step by step we started taking little trips with our little munchkin. Lola's first trip took place when she was 7 weeks old. We went to visit her grandmother in Rotorua, which is about 3-4 hours from Auckland (definitely more like four if you are travelling with a child).
Of course we made a rookie mistake and did not feed her before we got in the car...so about 5 min into our journey Lola starts screaming and we keep wondering what is wrong. Pulled over, got her out of the car seat, fed her and we were ready to go. She basically slept through the whole way there, apart from the last 10min (which felt like eternity) where she screamed bloody murder as she was clearly over being in the car for so long. All in all we thought that first trip was a success and we did it again when Lola was 14 weeks old. This time around everything seemed easier. In my very limited experience as a mum I have to admit that once she passed the 3 month mark things got a bit easier. I think it is a combination of her getting used to the world and life outside and me getting to know her a bit and being able to read her. Second trip took place in December, which meant nice weather so we could spend some time outside. I am embarrassed to say, but I have been to Rotorua many times and I have never seen Lake Rotorua...(I know, right?). So as soon as we decided to go on this trip I said to Julian that no matter what we are going to see this lake. And we did :) It was a beautiful summer day (one of the very few as it turns out almost 2 months later) and we went for a long walk around the lake and finished it off with one of the best meals we have ever had :) Julian discovered, totally by accident, this great place called Terrace Kitchen. Everything about it was amazing: food, service, interior, prices. It was Lola's first official outing and she seemed to enjoy it as she was lying on the blanket looking at the sky. 

P.S. And in a month Lola will be flying for the first time... :)

Jeszcze zanim zostalam mama i nie mialam pojecia o tym, co mnie czeka, zawsze obiecywalam sobie, ze w dalszym ciagu bede robic rzeczy, ktore sprawiaja mi przyjemnosc, takie jak na przyklad podrozowanie. I mimo, ze czasami nie jest latwo, to powoli, krok po kroku zaczelismy sie przymierzac do pierwszych wojazy z naszym malym slodziaszkiem. Pierwsza podroz Loli miala miejsce kiedy Lola skonczyla 7 tygodni. Pojechalismy w odwiedziny do babci, ktora mieszka w Rotorua. Miejscowosc ta jest oddalona od Auckland o jakies 3-4 godziny (zdecydowanie 4 jesli podrozuje sie z dzieckiem). Bylismy tak zaaferowani pakowaniem calego majdanu Loli, ze zapomnielismy Ja nakarmic przed samym wyjazdem...wiec jak juz wsiedlismy do zapakowanego po dach samochodu (kolejny blad poczatkujacych adeptow sztuki podrozowania z dzieckiem), to po 5 minutach rozlegl sie placz a my zachodzilismy w glowe, co bylo nie tak...Szybko uzmyslowilismy sobie, ze Lola domaga sie lunchu. Zatem przymusowy przystanek, karmienie i bylismy gotowi do drogi. Reszta podrozy uplynela bardzo spokojnie, gdyz Lola zapadla w 3-godzinna drzemke i obudzila sie dopiero w Rotorua, jesli nie liczyc ostatnich 10 minut (ktore wydawaly sie wiecznoscia), bo nasza latorosl stwierdzila, ze nie zamierza spedzic w foteliku ani sekundy dluzej. Ogolnie cala wyprawe uznalismy za sukces, wiec po 7 tygodniach postanowilismy ja powtorzyc. Tym razem wszystko wydawalo sie duzo prostsze. Odkad Lola skonczyla 3 miesiace Jej rytm dnia zaczal byc bardziej przewidywalny, a poza tym wydaje mi sie, ze ja nauczylam sie lepiej rozpoznawac potrzeby Loli i szybciej na nie reagowac. Nasza druga wycieczka miala miejsce na poczatku grudnia, wiec moglismy oczekiwac, ze pogoda dopisze i wiekszosc czasu spedzalibysmy na zewnatrz. Wstyd sie przyznac, ze mimo ze bylam w Rotorua wielokrotnie, to nigdy nie widzialam jeziora Rotorua...(wiem, wiem, ja sama w to nie wierze...), takze juz przed wyjazdem z Auckland zapowiedzialam Julianowi, ze chocby sie walilo i palilo, to idziemy nad jezioro. I tym razem w koncu sie udalo :) Dzien byl przepiekny, lato w pelni (jak sie okazalo 2 miesiece pozniej jeden z niewielu letnich dni w tym roku), poszlismy na dlugi spacer wokol jeziora, ktory zakonczylismy jednym z najlepszych posilkow, jakie kiedykolwiek jedlismy. Julian zupelnie przypadkowo odkryl kafejko-restuaracje Terrace Kitchen i po jednej wizycie wiemy, ze bedzie to nasze stale miejsce odwiedzin za kazdym razem jak bedziemy w Rotorua. Odkad jest z nami Lola, to zwracamy uwage na to czy tego typu lokale sa przyjazne dzieciom. Terrace Kitchen zdecydowanie jest. Kiedy Lola miala dosc siedzenia na kolanach, po prostu przenieslismy sie z jedzeniem na trawe i Lola zaliczyla swoj pierwszy piknik :)

P.S. A za miesiac Lole czeka pierwszy lot samolotem... :)














« Newer Post Older Post »

No comments?!

Leave a comment!